Ręczne przepisywanie faktur — gdzie znika czas

Klepsydra i stosy monet na drewnie — ręczne przepisywanie faktur i utrata czasu

Zanim zapadnie decyzja o automatyzacji, warto wiedzieć, ile kosztuje stan obecny. Bez tej liczby rozmowa o wdrożeniu opiera się na wrażeniach.

Co składa się na czas obsługi jednego dokumentu

  1. odebranie i odszukanie dokumentu,
  2. ustalenie, czego dotyczy i kto ma go obsłużyć,
  3. wprowadzenie nagłówka — kontrahent, numer, daty,
  4. wprowadzenie pozycji,
  5. odszukanie kartotek dla pozycji nieoczywistych,
  6. uzgodnienie sumy z dokumentem,
  7. wyjaśnianie rozbieżności,
  8. opisanie i odłożenie dokumentu.

Który etap jest najdroższy

Wbrew intuicji rzadko jest to samo wpisywanie. Najwięcej czasu pochłaniają punkty piąty i siódmy — szukanie właściwej kartoteki i wyjaśnianie różnic. To także te etapy, na których powstaje najwięcej błędów, bo wymagają decyzji, a nie przepisania.

Ma to bezpośrednią konsekwencję przy wyborze rozwiązania. Narzędzie, które szybko przepisuje nagłówek, ale nie pomaga w dopasowaniu pozycji do kartoteki, zdejmuje najtańszą część pracy i zostawia najdroższą.

Koszt, którego nie widać w zestawieniu

Poza czasem osoby wprowadzającej dokument są jeszcze koszty rozproszone: przerwana praca magazyniera pytanego o dostawę, handlowiec sprawdzający, czy towar już wszedł na stan, opóźniona płatność i telefon od dostawcy. Nie sumują się w żadnym raporcie, ale pojawiają się regularnie.

Osobną pozycją jest praca wykonywana wieczorami i w nadgodzinach na przełomie miesiąca. Bywa niewidoczna w kalkulacji, bo formalnie nikt jej nie zlecił.

Jak to zmierzyć

Wystarczy przez dwa tygodnie zapisywać liczbę obsłużonych dokumentów i czas poświęcony na tę pracę. Pomiar na krótszym okresie zafałszuje wynik, bo natężenie dokumentów zmienia się w cyklu miesięcznym — początek i koniec miesiąca wyglądają inaczej niż środek.

Warto rozdzielić dokumenty na te obsłużone bez przeszkód i te wymagające wyjaśnień. Sam udział drugiej grupy mówi więcej o możliwym efekcie wdrożenia niż średni czas na dokument.

Pomiar nie musi być dokładny co do minuty. Wystarczy rząd wielkości — to on rozstrzyga, czy w ogóle warto rozmawiać o wdrożeniu, a dokładniejsze liczby i tak zmienią się po pierwszych zmianach w procesie.

Czego nie liczyć jako oszczędności

Automatyzacja nie usuwa etapów wymagających decyzji. Uczciwa kalkulacja zakłada, że pozycje nietypowe i rozbieżności nadal trafią do człowieka — zmienia się ich udział, nie istnienie.

Nie należy też liczyć jako oszczędności czasu, który i tak nie zostanie odzyskany. Jeżeli jedna osoba poświęca na dokumenty część dnia, wdrożenie nie zmniejszy zatrudnienia — zmieni to, czym ta osoba się zajmuje. To bywa wartościowe, ale jest inną korzyścią niż redukcja kosztu.

Po co ta liczba

Pomiar stanu obecnego jest pierwszym krokiem wdrożenia opisanego w tekście o wdrożeniu obiegu dokumentów krok po kroku. Bez niego po roku nie da się rozstrzygnąć, czy zmiana coś dała. Druga strona rachunku — koszt pomyłek — jest opisana przy błędach przy ręcznym wprowadzaniu dokumentów.

Zobacz też

Zadzwoń22 378 48 59