Wdrożenie, które zaczyna się od wyboru narzędzia, zwykle kończy się rozczarowaniem. Kolejność ma tu znaczenie większe niż dobór technologii.
Liczba dokumentów miesięcznie, liczba dostawców, udział dokumentów papierowych, czas obsługi. Bez tych liczb nie da się ocenić, czy wdrożenie się opłaciło. Sposób pomiaru opisuje tekst o ręcznym przepisywaniu faktur.
Deduplikacja towarów i kontrahentów, uzupełnienie kodów. Etap najmniej efektowny i najbardziej wpływający na wynik. Automat nałożony na nieuporządkowane dane powiela bałagan szybciej, niż robił to człowiek.
Nie trzeba porządkować wszystkiego. Wystarczy asortyment kupowany regularnie — reszta uzupełni się przy okazji. Od czego zależy skuteczność dopasowania, mówi tekst o dopasowaniu pozycji do kartoteki.
Kto akceptuje dokumenty, przy jakich kwotach wymagana jest zgoda, co się dzieje z pozycją nierozpoznaną, jakie odchylenie od zamówienia przechodzi bez pytania. To decyzje biznesowe, nie techniczne, i muszą zapaść przed konfiguracją. Progi tolerancji opisuje tekst o kontroli zgodności faktury z zamówieniem.
Przetworzenie prawdziwych dokumentów z ostatniego miesiąca na kopii bazy i porównanie wyniku z tym, co wprowadzono ręcznie. Ten krok pokazuje rzeczywistą skuteczność zamiast deklarowanej.
Dokumenty do testu warto dobrać tak, żeby odpowiadały rzeczywistości: kilku stałych dostawców, kilku przypadkowych, jeden dokument wielostronicowy i jedna korekta. Test na samych ładnych fakturach nie mówi niczego.
Przez pewien czas dokumenty przechodzą obiema drogami. Kosztuje to podwójną pracę, ale jest jedynym sposobem, żeby zauważyć różnice przed tym, jak wejdą do ksiąg.
Po przejściu warto obserwować udział dokumentów wymagających ręcznej obsługi. Jeżeli rośnie, coś się zmieniło — nowy dostawca, zmieniony układ faktury, rozjechane kartoteki. Wykres tego jednego wskaźnika mówi o zdrowiu wdrożenia więcej niż jakikolwiek raport.
Czas zależy głównie od etapu drugiego, bo porządkowanie danych jest pracą po stronie firmy. Sama część techniczna bywa krótka: wiele elementów jest gotowych, więc proste wdrożenia zamykają się w kilka dni. Rozliczenie następuje stawką godzinową albo wyceną za projekt, zależnie od zakresu. Audyt poprzedzający wdrożenie jest płatny — jego wynikiem jest rozpoznanie, co da się zautomatyzować, a co nie.
Trzy sytuacje: dokumentów jest za mało, żeby powtarzalność miała znaczenie; kartoteki są w stanie uniemożliwiającym dopasowanie i nikt nie ma czasu ich uporządkować; albo nie ma osoby, która rozstrzygnie wątpliwości procesowe. Ostatni przypadek jest najczęstszy i najbardziej kosztowny, bo wychodzi na jaw dopiero w trakcie.
Stuprocentowej automatyzacji nie ma. Zawsze zostanie ogon dokumentów nietypowych, który trafi do człowieka — i to jest stan docelowy, nie porażka wdrożenia.