Liczba dokumentów miesięcznie, liczba dostawców, udział dokumentów papierowych, czas obsługi. Bez tych liczb nie da się ocenić, czy wdrożenie się opłaciło.
Deduplikacja towarów i kontrahentów, uzupełnienie kodów. Etap najmniej efektowny i najbardziej wpływający na wynik. Automat nałożony na nieuporządkowane dane powiela bałagan szybciej, niż robił to człowiek.
Kto akceptuje dokumenty, przy jakich kwotach wymagana jest zgoda, co się dzieje z pozycją nierozpoznaną, jakie odchylenie od zamówienia przechodzi bez pytania. To decyzje biznesowe, nie techniczne, i muszą zapaść przed konfiguracją.
Przetworzenie prawdziwych dokumentów z ostatniego miesiąca na kopii bazy i porównanie wyniku z tym, co wprowadzono ręcznie. Ten krok pokazuje rzeczywistą skuteczność zamiast deklarowanej.
Przez pewien czas dokumenty przechodzą obiema drogami. Kosztuje to podwójną pracę, ale jest jedynym sposobem, żeby zauważyć różnice przed tym, jak wejdą do ksiąg.
Po przejściu warto obserwować udział dokumentów wymagających ręcznej obsługi. Jeżeli rośnie, coś się zmieniło — nowy dostawca, zmieniony układ faktury, rozjechane kartoteki. Wykres tego jednego wskaźnika mówi o zdrowiu wdrożenia więcej niż jakikolwiek raport.
Stuprocentowej automatyzacji nie ma. Zawsze zostanie ogon dokumentów nietypowych, który trafi do człowieka — i to jest stan docelowy, nie porażka wdrożenia.