Dostawca nazywa towar tak, jak wygodnie jego systemowi. Skróty, kolejność cech, jednostki, wielkość liter i znaki interpunkcyjne bywają dowolne. Ta sama pozycja u dwóch dostawców ma dwie różne nazwy, a u jednego dostawcy potrafi zmienić nazwę między dostawami.
Rozsądny mechanizm próbuje kolejno, od najpewniejszego:
Najcenniejsze jest to, że raz potwierdzone dopasowanie można zapamiętać. Jeśli człowiek wskaże, że dana nazwa dostawcy odpowiada konkretnej kartotece, kolejna dostawa nie wymaga już decyzji. Po kilku miesiącach udział pozycji wymagających uwagi spada do niewielkiego ogona.
Dopasowanie po nazwie zawsze niesie ryzyko pomyłki. Dlatego mechanizm powinien mieć próg: powyżej — przypisuje, poniżej — pyta. Pozycja przypisana błędnie jest gorsza od pozycji nieprzypisanej, bo nikt jej nie zauważy, dopóki nie rozjedzie się remanent.
Osobna pułapka to opakowania zbiorcze. Faktura potrafi podawać ilość w kartonach, a kartoteka prowadzić stan w sztukach. Bez przelicznika stan po imporcie będzie zaniżony o rząd wielkości — i to jest błąd, który wychodzi dopiero przy inwentaryzacji.