Hasła w arkuszu, w notatniku i w pamięci kilku osób to stan wyjściowy w wielu firmach. Problem ujawnia się dopiero przy odejściu pracownika albo przy incydencie.
Aktualizacje zamykają luki bezpieczeństwa i psują działające rzeczy. Oba stwierdzenia są prawdziwe — dlatego proces musi to godzić, a nie wybierać jedną stronę.
Ewidencja sprzętu prowadzona w arkuszu jest aktualna w dniu utworzenia. Po pół roku nie odpowiada rzeczywistości, a przy próbie sprawdzenia okazuje się, że nikt nie wie, gdzie jest część urządzeń.
Zgłoszenia trafiają jednym kanałem i wymagają rozdzielenia: awaria blokująca pracę, prośba o dostęp, pytanie o obsługę. Każde ma inną pilność i innego odbiorcę.