Decyzja o sprzedaży z odroczonym terminem jest decyzją kredytową. Podejmowana na podstawie wrażenia z rozmowy handlowej, bywa kosztowna.
Sprawdzenie w rejestrach publicznych da się w dużej części zautomatyzować: numer identyfikacji podatkowej wpisany przy zakładaniu kartoteki pozwala pobrać podstawowe dane i porównać je z tym, co wpisał handlowiec. Już samo to wychwytuje literówki i podmioty, które nie prowadzą działalności.
Średnie opóźnienie, liczba monitów, historia sporów. Te informacje są już w systemie i nic nie kosztują, a mówią więcej o zachowaniu kontrahenta wobec nas niż jakikolwiek raport zewnętrzny. Wystarczy, żeby były widoczne w jednym miejscu, przy kartotece klienta, a nie rozproszone po zestawieniach, do których nikt nie zagląda przed przyjęciem zamówienia.
Wydłużające się opóźnienia, zmiana zachowania płatniczego, prośby o odroczenie, rosnące zamówienia przy niespłaconych zaległościach. Ostatni sygnał jest najpoważniejszy.
Warto, żeby te sygnały same trafiały do osoby decyzyjnej, zamiast czekać, aż ktoś je zauważy. Zestawienie kontrahentów, u których opóźnienie rośnie z okresu na okres, powstaje wprost z raportu wiekowania należności i jest zwykle krótkie — na tyle, że da się przejrzeć je w kilka minut.
Sprawdzenie przy rozpoczęciu współpracy i nigdy więcej to typowy błąd. Sytuacja firm zmienia się, a największe straty pochodzą zwykle od kontrahentów znanych od dawna, którym nikt już nie przygląda się krytycznie. Cykliczna weryfikacja nie musi obejmować wszystkich — wystarczy grupa z największym zaangażowaniem i ci, u których coś się zmieniło.
Zmiana statusu w rejestrze albo pojawienie się wpisu o zadłużeniu powinny uruchamiać powiadomienie i wstrzymanie sprzedaży z odroczeniem do czasu decyzji. Mechanizm wstrzymania opisuje tekst o blokadzie klienta po przekroczeniu limitu; ocena wiarygodności jest jego naturalnym uzupełnieniem, bo dostarcza drugiego rodzaju przesłanek — nie o zaległości, lecz o kondycji kontrahenta.
Ocena nie jest celem sama w sobie. Jej wynikiem powinna być konkretna decyzja: wysokość limitu kredytowego, długość terminu płatności albo wymóg przedpłaty. Raport, po którym nic się nie zmienia, jest kosztem bez efektu.
Przy sprzedaży wyłącznie za przedpłatą ryzyka kredytowego nie ma. Przy drobnych, jednorazowych transakcjach koszt sprawdzenia bywa wyższy niż możliwa strata — wtedy rozsądniej ustalić prosty próg: poniżej pewnej kwoty sprzedajemy bez weryfikacji, powyżej wymagamy sprawdzenia.
Ocena ma też granicę poznawczą, o której warto pamiętać. Rejestry pokazują przeszłość, a sprawozdania finansowe trafiają do nich z opóźnieniem, więc firma w kłopotach bywa jeszcze przez jakiś czas widoczna jako zdrowa. Dlatego własne obserwacje — zmiana rytmu płatności, prośby o odroczenie, nagły wzrost zamówień — bywają szybszym sygnałem niż jakikolwiek raport. Weryfikacja zewnętrzna potwierdza wtedy to, co widać w kartotece, a nie odwrotnie.