Migracja udaje się wtedy, gdy większość pracy wykonano przed dniem przełączenia. Projekty, w których dzień zero jest początkiem prawdziwej roboty, kończą się źle.
Poniższa kolejność nie jest sztywnym harmonogramem, tylko układem zależności. Każdy etap korzysta z ustaleń poprzedniego, więc pomijanie kroków zwykle kończy się powrotem do nich w gorszym momencie.
Co mamy, ile tego jest, w jakim stanie, gdzie jeszcze poza głównym systemem. Wynikiem jest komplet liczb i lista źródeł, do których wraca się przy kontroli po przeniesieniu — opisuje to tekst o inwentaryzacji danych przed migracją.
Ile historii przenosimy, czego nie przenosimy, co trafia do archiwum. Decyzje biznesowe, nie techniczne. Podejmuje je właściciel albo kierownik, bo to one wyznaczają koszt i długość całego projektu.
Duplikaty, braki, normalizacja. Wykonane w starym systemie, przed przenoszeniem. Warunkiem rozpoczęcia jest porządek w polach, po których systemy dopasowują rekordy; reszta może poczekać.
Pola, słowniki, typy dokumentów, wartości bez odpowiednika. Spisane i uzasadnione. Ten arkusz służy potem jako lista kontrolna przy próbie i jako jedyne wytłumaczenie decyzji po zakończeniu projektu.
Na pełnych danych, z kontrolami liczbowymi i weryfikacją przez użytkowników. Powtarzalna. To także moment pomiaru czasu, który wyznaczy długość okna serwisowego — szerzej w tekście o migracji próbnej i weryfikacji wyniku.
Integracje, wydruki, uprawnienia, przekierowania adresów. Wszystko gotowe przed dniem zero. Ten etap bywa najbardziej niedoszacowany, bo dotyczy rzeczy, których nie widać w bazie danych.
Z harmonogramem godzinowym, kryteriami decyzji i planem wycofania. Przebieg samego dnia opisuje tekst o przełączeniu na nowy system.
Kontrole, wsparcie przy pierwszym zamknięciu okresu, obserwacja zgłoszeń. Projekt kończy się dopiero tutaj, a nie w dniu uruchomienia.
Podział jest stały: strona techniczna odpowiada za przeniesienie i kontrole, firma za decyzje zakresowe i potwierdzenie poprawności danych. Brak wskazanej osoby po stronie firmy zatrzymuje projekt szybciej niż jakakolwiek trudność techniczna. Rozliczenie bywa godzinowe albo ryczałtem za projekt, zależnie od zakresu; przy prostszych przypadkach i gotowych narzędziach całość zamyka się w kilka dni.
Nie problemy techniczne, lecz brak rozstrzygnięć: nie ustalono zakresu, nie zdecydowano o historii, nie sprawdzono, kto potwierdza poprawność. Te decyzje muszą zapaść na początku.
Drugą częstą przyczyną jest traktowanie dnia przełączenia jako końca projektu. Po nim zostaje jeszcze okres stabilizacji, pierwsze zamknięcie okresu i domykanie spraw, które ujawniają się dopiero przy pełnym obciążeniu. Zaplanowanie na ten czas wsparcia jest tańsze niż gaszenie problemów w biegu, gdy zespół pracuje już na nowym systemie i nie ma dokąd wrócić.