Najtrudniejsza migracja to ta ze starego programu, którego producent już nie istnieje, a dokumentacji nikt nie widział.
Pytanie brzmi tu inaczej niż zwykle. Nie „jak przenieść dane", tylko „jak w ogóle je stamtąd wydobyć". Dopiero po odpowiedzi na to pytanie da się planować resztę projektu, bo od niej zależy zarówno zakres, jak i pracochłonność.
Drogi dostępu do danych
- eksport wbudowany — jeśli program go ma, jest najbezpieczniejszy,
- bezpośredni odczyt bazy — gdy format jest rozpoznawalny,
- wydruki do pliku — ostateczność przy danych, których nie da się wyeksportować,
- ręczne przepisanie — przy niewielkich zbiorach bywa najtańsze.
Warto sprawdzić je w tej kolejności. Eksport wbudowany, nawet ubogi, daje dane w postaci, którą producent uznał za poprawną. Odczyt bazy z pominięciem programu bywa szybszy, ale trafia też na pola techniczne i wartości, których znaczenia nikt już nie wyjaśni.
Rozpoznanie formatu
Starsze programy używały formatów baz, które nadal da się odczytać dostępnymi narzędziami. To zwykle kwestia rozpoznania, nie odtwarzania od zera.
Rozpoznanie zaczyna się od nazw i rozmiarów plików w katalogu programu oraz od tego, które z nich rosną po dopisaniu dokumentu. Potem trzeba ustalić, co znaczą poszczególne kolumny. Najprostszy sposób: wprowadzić w programie rekord testowy o rozpoznawalnej treści i odszukać go w pliku. Wyniki tej pracy trafiają wprost do mapowania struktur.
Kodowanie znaków
Polskie znaki w starych systemach bywają zapisane w kodowaniu sprzed lat. Odczyt bez konwersji daje dane pełne krzaków, które trzeba potem poprawiać ręcznie.
Kodowanie ustala się na próbce, na słowach z ogonkami, przed przeniesieniem całości. Osobno trzeba sprawdzić format dat i separator dziesiętny, bo błąd w nich nie rzuca się w oczy tak jak zniekształcona litera, a potrafi przestawić kwoty.
Praca na kopii
Zawsze. Stary system bywa jedynym miejscem, gdzie dane istnieją, a bez wsparcia producenta nie ma nikogo, kto pomoże po uszkodzeniu.
Kopia obejmuje cały katalog programu, nie tylko pliki, które wyglądają na bazę. Konfiguracja, słowniki i szablony wydruków bywają trzymane obok, w plikach o nieoczywistych nazwach. Ich spis powstaje przy inwentaryzacji danych.
Granica opłacalności
Przy niewielkich zbiorach przepisanie ręczne bywa tańsze i pewniejsze niż odtwarzanie zamkniętego formatu. Warto policzyć, zanim zacznie się analiza.
Rachunek jest prosty: liczba rekordów naprawdę potrzebnych razy czas na jeden, zestawione z nakładem na rozpoznanie formatu. Przy takim układzie decyzja o zakresie historii waży najwięcej — pomaga tu tekst o migracji dokumentów historycznych.
Zachować oryginał
Kopia starej bazy odłożona na lata kosztuje niewiele, a bywa jedyną drogą do danych, o których nikt nie pomyślał podczas migracji.
Razem z kopią warto odłożyć krótką notatkę: jakim programem to otworzyć, w jakiej wersji i gdzie leży klucz licencyjny. Sama kopia bez tej informacji po kilku latach bywa bezużyteczna.