Zaopatrzenie w hurcie decyduje o dostępności, marży i o tym, ile pieniędzy firma ma zamrożonych w towarze.
Stan, przy którym trzeba zamówić, żeby towar dotarł przed wyczerpaniem. Wyliczany, nie ustalany ręcznie. Składa się z przewidywanej sprzedaży w czasie dostawy i zapasu zabezpieczającego, którego wielkość zależy od tego, jak bardzo sprzedaż tej pozycji się waha. Pozycja o stabilnym zbycie potrzebuje mniejszego bufora niż taka, która raz stoi, a raz schodzi całą paletą.
Minimalna wartość, opakowania zbiorcze, terminy składania zamówień. Propozycja musi je uwzględniać, inaczej zaopatrzeniowiec i tak poprawia ją ręcznie i szybko przestaje jej ufać. Te dane trzeba raz zebrać i zapisać przy dostawcy — sama historia zakupów ich nie pokaże. Zapisuje się też, którzy dostawcy prowadzą tę samą pozycję, bo przy braku u jednego decyzja przenosi się do drugiego.
Jedno zamówienie do dostawcy zamiast kilku. Optymalizacja pojedynczej pozycji podnosi koszt transportu. Jeśli do progu darmowej dostawy brakuje niewiele, opłaca się dobrać pozycje, które i tak będą potrzebne wkrótce. Odwrotnie też: dokładanie towaru wolno schodzącego tylko po to, żeby wypełnić minimum, zamienia oszczędność na transporcie w zamrożony kapitał.
Warto go mierzyć, nie przyjmować z deklaracji. Dostawca podający jeden termin i regularnie dostarczający znacznie później wymaga innego planowania niż taki, który trzyma się umowy. Pomiar jest prosty: różnica między datą złożenia zamówienia a datą przyjęcia dostawy, zbierana przez kilka miesięcy. Liczy się nie tylko wartość typowa, ale i rozrzut — nieprzewidywalny dostawca wymusza większy zapas zabezpieczający, co jest realnym kosztem współpracy z nim.
Sprzedaż w okresie, gdy towaru nie było, pokazuje zero. Prognoza liczona wprost z takiej historii zaniża zapotrzebowanie i utrwala brak. Okresy niedostępności trzeba oznaczać i wyłączać z podstawy wyliczeń. To jedna z najczęstszych przyczyn tego, że propozycje zamówień wydają się zaopatrzeniowcowi bezsensowne.
System przygotowuje listę, zaopatrzeniowiec zatwierdza. Wiedza o zapowiedzianych podwyżkach, akcjach marketingowych odbiorcy czy planowanym otwarciu jego nowego punktu zostaje przy człowieku. Danych o tym nie ma w żadnej tabeli. Automat zamawiający bez akceptacji sprawdza się co najwyżej przy pozycjach o bardzo stabilnym zbycie i tanich w przechowaniu — wszędzie indziej jedna nietypowa sytuacja potrafi zapełnić magazyn.
Przy krótkiej kartotece i jednym dostawcy zaopatrzeniowiec ogarnia to z głowy, a wyliczenia niczego nie poprawią. Reguły zaczynają zarabiać przy wielu dostawcach, tysiącach pozycji i różnych czasach dostawy, gdy nikt nie jest w stanie przejrzeć całości przed każdym zamówieniem.
Udział propozycji przyjmowanych bez zmian oraz poziom braków przy niezmienionym zapasie. Jeśli propozycje są masowo poprawiane, to znak, że w regułach brakuje jakiegoś ograniczenia — zwykle po stronie dostawcy albo kartoteki. Uporządkowana kartoteka i indeksy dostawców są tu warunkiem wstępnym, a skutki decyzji zakupowych widać w zapasie i rotacji w hurcie. Osobnym przypadkiem jest zakup przedsezonowy, opisany przy sezonowości w hurcie.