Mapa procesu to nie schemat organizacyjny. To zapis tego, co się dzieje z konkretną sprawą od zgłoszenia do zamknięcia.
Zamówienie, zgłoszenie, faktura. Mapowanie prowadzi się z perspektywy tej jednej rzeczy, a nie z perspektywy działów. Różnica jest zasadnicza: schemat działów pokazuje, kto komu podlega, mapa procesu pokazuje, gdzie sprawa stoi i dlaczego. Wybór jednostki warto zapisać na początku, bo w tym samym procesie da się mapować zamówienie albo pojedynczą pozycję zamówienia, a wyniki będą różne.
Ostatnia pozycja bywa pomijana, a jest najbardziej praktyczna. Krok wykonywany w arkuszu obok systemu to zwykle miejsce, w którym proces wypada poza ewidencję i przestaje być widoczny w jakimkolwiek zestawieniu.
W typowym procesie czas oczekiwania przewyższa czas pracy wielokrotnie. To tam zwykle leży największa możliwa poprawa, a nie w przyspieszaniu czynności. Sprawa czeka na zatwierdzenie, na odpowiedź klienta, na dostawę danych z innego działu, na to, aż ktoś wróci z urlopu. Skrócenie samej czynności o połowę nie zmienia terminu, jeśli po niej sprawa i tak leży w kolejce.
Każde przejście sprawy między osobami to punkt opóźnienia i utraty informacji. Ich liczba jest dobrym wskaźnikiem złożoności procesu. Przy przekazaniu ginie kontekst: kolejna osoba wie, co ma zrobić, ale nie wie, dlaczego poprzednia zrobiła to tak, a nie inaczej. Stąd pytania zwrotne i telefony, których w mapie nikt nie uwzględnia.
Sprawa wracająca do poprzedniego kroku z powodu braku danych albo błędu. To najkosztowniejsze miejsca w całym przepływie i najłatwiejsze do przeoczenia. Zawrót kosztuje podwójnie: raz pracę wykonaną na darmo, drugi raz czas na ustalenie, co właściwie było nie tak. Warto policzyć, jaka część spraw zawraca — ta liczba bywa większa, niż zespół zakłada. Zawroty wskazują też miejsca, gdzie warto szukać wąskiego gardła, bo kolejka rośnie tam, gdzie praca wraca.
Mapujemy to, co się dzieje, a nie to, co przewiduje instrukcja. Rozbieżność między nimi bywa najciekawszym wynikiem audytu. Na mapie muszą znaleźć się także kroki wykonywane poza systemem — arkusze, notatki i uzgodnienia, czyli praca ukryta. Pominięcie ich daje obraz procesu, który wygląda porządnie i nie odpowiada niczemu.
Sam przebieg mówi, co się dzieje. Dopiero pomiar czasu i kosztu mówi, gdzie warto działać. Te dwa etapy prowadzi się razem, bo mapa wskazuje, co mierzyć, a pomiar weryfikuje, czy mapa jest kompletna. Krok, przy którym nikt nie potrafi podać czasu ani liczby przypadków, jest zwykle krokiem opisanym zbyt ogólnie i wymaga rozbicia na mniejsze.
Zdarza się, że sam rysunek rozstrzyga sprawę bez dalszej analizy. Widać na nim, że sprawa przechodzi przez cztery osoby, z czego dwie tylko przekazują ją dalej, albo że ten sam dokument jest sprawdzany dwukrotnie w dwóch działach. Takie rzeczy usuwa się decyzją, nie narzędziem. Warto sprawdzić to przed rozmową o automatyzacji, bo tańszej poprawy nie będzie.