Awarie rzadko przychodzą nagle. Zwykle zapowiadają się przez kilka dni narastającym spowolnieniem, którego nikt nie obserwuje.
Wszystkie te dane zwykle już istnieją — leżą w dziennikach systemowych i w logach integracji. Brakuje nie pomiaru, tylko kogoś, kto codziennie porównywałby dzisiejszą wartość z zeszłotygodniową. To właśnie ta praca daje się przenieść na automat. Warto przy tym pilnować, żeby obserwowanych wielkości było niewiele i żeby każda miała jasny związek z czymś, co firma odczuwa — z czasem wystawienia dokumentu, z działaniem sklepu, z zakończeniem nocnego przeliczenia.
Czas odpowiedzi dwukrotnie dłuższy niż zwykle o tej porze jest sygnałem, nawet jeśli mieści się w ustalonym limicie.
Oba podejścia mają sens i zwykle działają razem: twardy limit chroni przed sytuacją krytyczną, porównanie z historią wyłapuje narastanie, zanim limit zostanie przekroczony. Różnice między nimi opisuje osobno tekst o progach stałych i uczących się.
Integracja, która przestała przesyłać dane, nie generuje błędów. Cisza tam, gdzie zwykle jest ruch, bywa najgroźniejszym sygnałem.
Dlatego obok kontroli wartości potrzebna jest kontrola obecności: czy o zwykłej porze pojawiła się zwykła liczba dokumentów. Bez niej zatrzymana wymiana danych ze sklepem albo z systemem magazynowym wychodzi dopiero wtedy, gdy ktoś zauważy brakujące zamówienia, a to zwykle następny dzień.
Wydłużający się czas wykonania zapowiada moment, w którym przekroczą okno serwisowe. Wykres z ostatnich miesięcy to pokazuje wprost.
To dobry przykład wykrywania, które działa jak przewidywanie: nic jeszcze nie jest zepsute, ale kierunek widać i jest czas na reakcję. Reakcją bywa porządek w danych albo indeks w bazie, nie zawsze mocniejszy serwer.
Odchylenie pojawiające się w dniu zmiany wskazuje przyczynę natychmiast. Rejestr wdrożeń jest tu równie ważny jak same pomiary.
Dotyczy to nie tylko zmian w oprogramowaniu. Nowy import, zmiana ustawień, dołożenie kolejnego stanowiska — wszystko to warto zapisywać z datą. Bez takiego zestawienia szukanie przyczyny odchylenia zaczyna się od pytania, co się w ostatnich dniach zmieniło, i kończy na tym, że nikt nie pamięta.
Sygnał bez przypisanej osoby zostaje bez reakcji. To dotyczy zwłaszcza powiadomień technicznych.
Ten obszar ma też swoją odmianę fałszywego alarmu: powiadomienia o rzeczach, na które i tak nikt nie zareaguje. Po kilku takich wiadomościach reguła filtrowania powstaje sama, a razem z nią przestają docierać zgłoszenia istotne. Sensowna miara jest prosta — ile sygnałów doprowadziło do jakiegokolwiek działania. Jeśli prawie żaden, problemem jest ustawienie, a nie ludzie.