Zgłoszenie trafiające do niewłaściwego zespołu traci zwykle pół dnia na samo przekierowanie. Klasyfikacja usuwa ten koszt.
Temat, produkt albo system, którego dotyczy, rodzaj sprawy: usterka, pytanie, prośba o zmianę. Trzy wymiary wystarczają w większości organizacji.
Czwarty przydaje się tam, gdzie jedna kolejka obsługuje zgłoszenia klientów i sprawy wewnętrzne — te dwa rodzaje mają inny język i inną drogę obsługi.
Do modelu trafia tytuł i treść zgłoszenia razem z listą dopuszczalnych kategorii i krótkim opisem każdej z nich. W odpowiedzi wraca kategoria, jednozdaniowe uzasadnienie i miara pewności. Wynik zapisuje się przy zgłoszeniu, a nie tylko wykorzystuje do przekierowania. Bez zapisu nie da się później niczego ocenić ani poprawić.
Wyprowadzone z historii zgłoszeń, nie wymyślone przy stole. Kategoria, do której trafia pięć procent spraw, jest zbędna.
Metoda jest prosta: wziąć kilkaset ostatnich spraw, pogrupować je po treści i nazwać powstałe skupiska. Lista wyjdzie krótsza niż ta z dokumentacji systemu i będzie się różnić od tej, którą zespół deklaruje. Warto ją przeglądać co jakiś czas, bo asortyment, systemy i procesy się zmieniają.
Model powinien podawać pewność klasyfikacji. Sprawy niepewne trafiają do przeglądu przez człowieka zamiast do przypadkowego zespołu.
Próg pewności to jedyne pokrętło, które naprawdę steruje ryzykiem. Ustawiony wysoko — więcej spraw idzie do przeglądu, mniej trafia źle. Ustawiony nisko — odwrotnie. Wartość dobiera się po zmierzeniu rozkładu na własnych danych, nie z góry.
Osoba przyjmująca zgłoszenie widzi propozycję kategorii i może ją zmienić. Poprawki są przy okazji materiałem do poprawy klasyfikacji.
Jedna wiadomość obejmująca trzy sprawy jest częsta. Rozpoznanie tego i rozbicie na osobne zgłoszenia bywa cenniejsze niż sama klasyfikacja.
Sytuacje brzegowe wyglądają podobnie: odpowiedź na zamkniętą sprawę dotycząca nowego problemu, treść przeklejona z komunikatora bez żadnej struktury, wiadomość składająca się wyłącznie z załącznika. Dla każdej trzeba ustalić, co ma się stać, gdy klasyfikacji nie da się wykonać sensownie.
Gdy zespół jest jeden i wszystkie zgłoszenia i tak trafiają do tej samej kolejki. Klasyfikacja nie skraca wtedy drogi sprawy, porządkuje tylko statystyki — to również wartość, ale znacznie mniejsza. Nie opłaca się też przy niewielkiej liczbie zgłoszeń dziennie, gdy jedna osoba i tak czyta wszystkie.
Udział zgłoszeń przekierowywanych ręcznie po klasyfikacji. Powinien spadać z każdym miesiącem.
Uzupełniająco warto liczyć przekazania między zespołami: sprawa wędrująca przez kilka rąk zwykle została źle zakwalifikowana na wejściu.
Druga miara to udział spraw odrzuconych przez zespół docelowy ze wskazaniem innej kategorii. Trzecia, najprostsza: ile razy w tygodniu ktoś ręcznie zmienia kategorię zaproponowaną przez model. Wszystkie trzy wymagają zapisywania propozycji, dlatego zapis jest częścią wdrożenia, a nie dodatkiem do niego.
Reguły po słowach kluczowych działają dobrze, dopóki zgłaszający używają tych samych słów. Zwykle nie używają. Model radzi sobie z opisem potocznym, ale jest mniej przewidywalny. Rozsądne bywa połączenie: reguły dla przypadków jednoznacznych, model dla całej reszty.