Zobowiązanie terminowe niedotrzymywane w połowie przypadków jest gorsze niż jego brak — obiecuje i nie dowozi.
Dwa różne zobowiązania. Pierwsze potwierdza przyjęcie sprawy, drugie jej zamknięcie. Mylenie ich jest źródłem większości nieporozumień.
Rozdzielenie ich w komunikacji jest proste i zwykle wystarczy. Potwierdzenie przyjęcia mówi, że sprawa istnieje i ktoś ją widzi. Termin rozwiązania mówi, kiedy problem zniknie. Zgłaszający, który dostaje tylko pierwsze, po pewnym czasie uznaje je za pustą formułę.
Zgłoszenie zbliżające się do terminu oznaczane z wyprzedzeniem. Alarm po przekroczeniu jest już tylko rejestracją porażki.
Ostrzeżenie ma trafiać do osoby, która może coś zrobić, a nie do wszystkich. Powiadomienie wysyłane do całego zespołu przestaje być czytane po kilku dniach i wtedy mechanizm istnieje wyłącznie w konfiguracji.
Na podstawie historii da się ocenić, które zgłoszenia zwykle przekraczają termin. Wczesne oznaczenie pozwala zareagować.
Działa to tak: model porównuje nowe zgłoszenie z zamkniętymi sprawami o zbliżonej treści i sprawdza, jak tamte przebiegały. Jeśli podobne sprawy regularnie się przeciągały, zgłoszenie dostaje oznaczenie już na wejściu. Podstawą jest tu historia własnej firmy, nie żaden wzorzec z zewnątrz — dlatego mechanizm nie zadziała, dopóki archiwum nie zawiera rzetelnych dat i opisów.
Czas oczekiwania na odpowiedź zgłaszającego nie powinien obciążać zespołu. Bez tego miara mierzy cierpliwość klientów, nie pracę wsparcia.
Reguła bywa nadużywana. Sprawa przełączana w stan oczekiwania pytaniem zadanym dla samego zatrzymania zegara jest praktyką, która pojawia się wszędzie tam, gdzie z terminów się rozlicza. Dlatego warto osobno liczyć, ile razy zgłoszenie wchodziło w ten stan.
Ustalone na podstawie zmierzonych czasów, a nie życzeń. Termin nierealny psuje relację skuteczniej niż termin dłuższy, ale dotrzymywany.
Punktem wyjścia jest rozkład rzeczywistych czasów obsługi w podziale na tematy i na poziomy pilności. Dopiero na tym da się oprzeć rozmowę o tym, co firma jest w stanie obiecać. Bez pomiaru negocjuje się wyobrażeniami.
W małej firmie obsługującej znajomych klientów termin spisany w umowie bywa mniej wart niż telefon z informacją, co się dzieje. Formalizacja ma sens tam, gdzie stron jest wiele, a kontakt bezpośredni niemożliwy. Wprowadzona zbyt wcześnie tworzy pracę sprawozdawczą i nic poza nią.
Przyczyny, nie tylko liczby. Zwykle wskazują jeden wąski etap, który da się poprawić.
Najczęściej tym etapem jest oczekiwanie: na odpowiedź zgłaszającego, na dostawcę, na drugi zespół. Warto zestawić przekroczenia z liczbą przekazań sprawy i z pozostałymi miarami skuteczności wsparcia. Zwykle okazuje się, że opóźnienie nie powstaje przy rozwiązywaniu problemu, tylko między jednym a drugim krokiem.