Część aktualizacji wynika ze zmian przepisów, więc nie podlega decyzji. Tym bardziej wymaga procedury.
Kopia bezpieczeństwa, sprawdzenie zgodności rozszerzeń, aktualizacja na kopii, dopiero potem produkcja.
Ta kolejność ma jedno założenie: kopia musi być sprawdzona, a nie tylko wykonana. Zasady opisuje osobno tekst o kopiach zapasowych. Aktualizacja rozpoczęta bez pewności, że da się wrócić, jest operacją bez wyjścia awaryjnego.
Kopia bazy z tymi samymi dodatkami i szablonami. Bez niego aktualizacja odbywa się na oczach użytkowników.
Kluczowe jest słowo „tymi samymi”. Środowisko z czystą bazą niczego nie sprawdza, bo problemy pojawiają się właśnie na danych firmy i na jej rozszerzeniach. Raz przygotowane środowisko przydaje się przy każdej kolejnej wersji, więc koszt ponosi się jednorazowo.
Sprawdzana u każdego dostawcy osobno. Jeden niezaktualizowany element blokuje przejście całości.
Warunkiem sensownego sprawdzenia jest kompletna lista tego, co zostało dołożone. Prowadzenie takiej ewidencji opisuje tekst o rozbudowie systemu. Bez niej zawsze znajdzie się automat, o którym nikt nie pamiętał, a który przestał działać w dniu aktualizacji.
Bywają nadpisywane. Kopia przed aktualizacją i sprawdzenie po niej.
Sprawdzenie polega na wydrukowaniu dokumentu z każdego zmienionego wzoru, nie na otwarciu listy szablonów. Szczegóły opisuje tekst o wydrukach własnych. Im więcej wariantów, tym dłuższa ta część pracy — to jeden z powodów, dla których warto ograniczać ich liczbę.
Pełna ścieżka: dokument, wydruk, integracja, zestawienie. Uruchomienie programu niczego nie dowodzi.
Listę kontrolną warto przygotować raz i używać jej przy każdej wersji. Powinna zawierać konkretne czynności z konkretnymi danymi, a nie ogólne hasła. Osobno warto sprawdzić raporty własne: takie, które po zmianie nadal się otwierają, ale pokazują inne liczby, są groźniejsze niż te, które przestały działać.
Poza zamknięciem okresu i poza szczytem sprzedaży. Aktualizacja w ostatnim dniu miesiąca to zbędne ryzyko.
Warto też uprzedzić użytkowników i ustalić, kto jest dostępny na wypadek problemu. Aktualizacja wykonana w piątek po południu, gdy w poniedziałek nie ma nikogo od integracji, przenosi ryzyko na najgorszy możliwy moment.
Aktualizacji wynikających z przepisów nie da się odłożyć w nieskończoność, a im dłuższa przerwa, tym większy skok między wersjami i tym więcej rzeczy do sprawdzenia naraz. Regularny rytm jest tańszy niż jedna duża operacja co kilka lat, nawet jeżeli w skali roku zajmuje więcej godzin.
Odkładanie ma jeszcze jeden koszt, mniej widoczny. Im starsza wersja, tym trudniej o zgodne wydania rozszerzeń i tym mniej osób pamięta, jak działało środowisko. Firma, która przez lata nie aktualizowała systemu, przy pierwszym wymuszonym przejściu robi w praktyce małe wdrożenie, a nie aktualizację — ze wszystkim, co się z tym wiąże.
Dlatego warto ustalić prosty rytm i wpisać go do kalendarza razem z osobą odpowiedzialną. Sam termin nie musi być częsty. Musi być przewidywalny, żeby dało się go zaplanować poza zamknięciem okresu i poza szczytem sprzedaży.