Przepływ działający przy dziesięciu zdarzeniach dziennie potrafi się zatkać przy tysiącu. Limity są zwykle po obu stronach.
Przepływ, który przestał działać, nie zgłasza się sam. Objawia się brakiem danych, co przez kilka dni wygląda normalnie.
Przepływ rośnie stopniowo, o jeden warunek na raz. Moment, w którym przestał być zrozumiały, mija niezauważony.
Przepływ zbudowany przez osobę, która odeszła, działa do pierwszej zmiany w systemach. Potem nikt nie wie, co z nim zrobić.
Platforma wdrożona bez konkretnego procesu do zautomatyzowania staje się kolejnym narzędziem, za które firma płaci.