Większość koszyków nie kończy się zamówieniem. Część z nich da się odzyskać, jeśli wcześniej zrozumie się, dlaczego zostały porzucone.
Usunięcie przyczyny daje więcej niż najlepiej napisane przypomnienie.
Pierwsza pozycja z listy jest zwykle najkosztowniejsza i najłatwiejsza do naprawienia — wystarczy pokazać koszt dostawy przed ostatnim krokiem. Piszemy o tym przy kalkulatorze kosztów wysyłki.
Zanim uruchomisz przypomnienia, sprawdź, na którym kroku kończy się ścieżka: koszyk, dane, dostawa czy płatność. Każdy krok ma inną przyczynę i inną naprawę. Odpadanie na płatności oznacza zwykle brak wygodnej metody albo błąd bramki, a nie wahanie klienta.
Koszyk musi przetrwać zamknięcie przeglądarki. Klient wracający po dwóch dniach do pustego koszyka zwykle nie składa go od nowa.
Dla zalogowanych koszyk powinien być wspólny między urządzeniami — częsty scenariusz to oglądanie na telefonie i zakup na komputerze. Przy okazji trzeba rozstrzygnąć, co się dzieje z pozycją, która w międzyczasie zdrożała albo zniknęła ze stanu: komunikat przy powrocie jest lepszy niż cicha zmiana kwoty.
Pierwsze po kilku godzinach, drugie po dobie. Trzecie już nie — dalsze wiadomości działają na niekorzyść i kończą się wypisaniem z listy.
Wiadomość ma zawierać zawartość koszyka i odnośnik, który go odtwarza jednym kliknięciem. Nie powinna wychodzić, gdy klient w międzyczasie złożył zamówienie — to najczęstsza wpadka przy uruchamianiu tego mechanizmu.
Rabat w pierwszym przypomnieniu uczy klientów porzucania koszyka jako sposobu na zniżkę. Jeśli już, to dopiero w drugiej wiadomości.
Rabat musi też podlegać tym samym regułom łączenia co pozostałe upusty, żeby nie nałożył się na inną promocję — o czym piszemy przy rabatach i progach ilościowych.
Przypomnienie wysyłamy wyłącznie tym, którzy wyrazili zgodę na kontakt. Adres podany w formularzu zamówienia sam z siebie jej nie stanowi.
Praktycznie oznacza to zaznaczenie zgody przy zapisie adresu i możliwość jej wycofania w każdej wiadomości. Bez tego mechanizm jest ryzykiem, nie narzędziem sprzedaży.
Nie liczba otwarć wiadomości, tylko liczba zamówień domkniętych po przypomnieniu. Warto odjąć od niej te, które klient i tak by złożył — inaczej mechanizm zapisuje sobie cudzą sprzedaż.
Przy sklepie z niewielkim ruchem, gdzie porzuconych koszyków jest kilka w tygodniu, przypomnienia nie zwrócą kosztu konfiguracji. Nie pomogą też, gdy przyczyną porzuceń jest cena albo termin dostawy — tam wiadomość tylko przypomina o powodzie rezygnacji. Zanim uruchomisz przypomnienia, warto przejść własną ścieżkę zakupu od karty produktu do potwierdzenia zamówienia i policzyć kroki oraz pola do wypełnienia. Zwykle to ćwiczenie wskazuje poprawki tańsze i skuteczniejsze niż jakakolwiek wysyłka.