Problemy produkcji powtarzają się niezależnie od branży. Prawie wszystkie sprowadzają się do braku danych o własnym procesie.
Produkcja robi inaczej, niż mówi dokumentacja. Koszt i zapotrzebowanie są wtedy fikcją. Rozjazd narasta stopniowo: ktoś zmienił materiał, ktoś skrócił operację, nikt nie zaktualizował zapisu. Po pewnym czasie technolog i hala mówią o dwóch różnych wyrobach o tym samym numerze. Lekarstwem jest regularny przegląd receptur i struktur wyrobu zestawiony z rzeczywistym zużyciem.
Materiał wydawany zbiorczo. Nie da się policzyć kosztu wyrobu ani wyjaśnić różnic magazynowych. Przy inwentaryzacji zostaje jedna różnica bez adresu, którą odpisuje się jako ubytek. Przyczyna leży zwykle nie w kradzieży, tylko w pobraniach i zwrotach, których nikt nie zapisał, bo formalność zajmowała więcej czasu niż samo wzięcie materiału.
Terminy obiecywane na podstawie chęci, nie obciążenia. Skutkiem jest stałe opóźnienie i praca w trybie gaszenia pożarów. Objaw rozpoznawczy jest łatwy: rosnąca liczba zleceń pilnych. Gdy pilne staje się większością, znaczy to, że kolejność ustala presja, a nie plan.
Cena ustalana narzutem na materiał. Wyroby pracochłonne są wtedy sprzedawane poniżej kosztu, a materiałochłonne dopłacają do nich niepostrzeżenie. Firma widzi wynik ogólny, więc problemu nie zauważa, dopóki nie zmieni się struktura sprzedaży. Rzetelne liczenie kosztu wytworzenia jest tu jedynym wyjściem.
Odpisywane zbiorczo na koniec okresu. Przyczyn nie da się już ustalić. Znika przy tym informacja najcenniejsza: przy której operacji, na której maszynie i przy którym wyrobie strata powstaje regularnie.
Zbiorczy odpis ma jeszcze jeden skutek uboczny. Straty wyglądają wtedy na zjawisko rozproszone i nieuniknione, choć w rzeczywistości zwykle skupiają się na kilku wyrobach albo jednym stanowisku.
Naprawa zamiast zapobiegania. Kosztuje wielokrotnie więcej, licząc przestoje. Do rachunku wchodzi nie tylko naprawa, ale też przesunięte zlecenia i termin, którego nie da się już dotrzymać. Przejście na przeglądy planowe opisuje osobno tekst o utrzymaniu ruchu.
Osobna kategoria błędu, zwykle późniejsza. Firma uruchamia rejestrację, dane napływają i nikt do nich nie wraca. Po kilku miesiącach jakość zapisów spada, bo ludzie widzą, że nic z tego nie wynika. Warunkiem utrzymania rejestracji jest to, żeby ktoś regularnie czytał wynik i żeby coś się po tym zmieniało. Wystarczy jedno krótkie zestawienie omawiane w stałym terminie, byle naprawdę omawiane.
Ostatni typowy błąd: zaczynanie od narzędzi analitycznych w firmie, która nie rejestruje podstaw. Prognoza i wykrywanie odchyleń nie mają wtedy na czym pracować. Kolejność jest odwrotna, choć mniej efektowna: najpierw rejestracja zużycia i czasu, potem wnioski.