Opinie budują zaufanie kolejnych kupujących, ale same się nie pojawiają. Prośba wysłana w odpowiednim momencie zmienia to bardziej niż jakakolwiek zachęta.
Po tym, jak klient zdążył produktu użyć. Prośba wysłana w dniu doręczenia dotyczy w praktyce przesyłki, a nie towaru. Odstęp zależy od tego, co się sprzedaje — inny przy książce, inny przy sprzęcie.
Punktem odniesienia powinno być doręczenie, nie data zamówienia. Przy dłuższym transporcie albo odbiorze w punkcie różnica bywa spora, a prośba o opinię o produkcie, który jeszcze nie dotarł, robi złe wrażenie.
Automat wysyłający prośbę o opinię w trakcie sporu potrafi zamienić drobną sprawę w publiczną. Wystarczy jeden warunek w regule, żeby tego uniknąć.
Osobno o produkt, osobno o obsługę. To dwie różne rzeczy i mieszanie ich daje opinie, z których nic nie wynika: „szybka dostawa" nie mówi nic o samym towarze.
Pytanie powinno być krótkie. Formularz z kilkunastoma polami zbierze odpowiedzi wyłącznie od osób bardzo zadowolonych albo bardzo rozczarowanych, czyli da obraz skrajny.
Są cenniejsze od pochwał, bo wskazują, co poprawić. Warto, żeby ocena niska uruchamiała kontakt z obsługą, zanim klient napisze publicznie — nie po to, by ją ukryć, lecz by rozwiązać sprawę.
Taka reguła wymaga jednak właściciela. Sygnał, który trafia na wspólną skrzynkę i tam czeka, jest gorszy od jego braku, bo klient już wie, że go wysłał.
Nie oferować nagród za pozytywne oceny i nie filtrować publikacji według wydźwięku. Katalog samych pochwał jest rozpoznawalny i szkodzi wiarygodności bardziej niż kilka ocen krytycznych.
Osobna kwestia to podstawa wysyłki. Prośba o opinię bywa kwalifikowana jako treść handlowa, więc warto przejrzeć ją razem z resztą zgód marketingowych, a nie zakładać, że skoro dotyczy zakupu, to wynika z umowy.
Powtarzające się uwagi w opiniach to gotowa lista poprawek do opisu produktu. Zwykle dotyczą rozmiaru, koloru albo brakującej informacji — czyli tego, co potem generuje zwroty.
Ten sam materiał warto zestawiać z tematami zapytań do obsługi. Jeśli te same wątpliwości wracają w obu miejscach, mamy potwierdzenie, że problem jest w opisie, a nie w towarze. O doborze miar piszemy szerzej w tekście o mierzeniu skuteczności komunikacji.
Przy sprzedaży jednorazowej dla klientów, którzy nie wrócą, i przy asortymencie, którego opinie nikt nie czyta przed zakupem. Nie warto też uruchamiać wysyłki, dopóki obsługa nie ma czasu reagować na oceny negatywne — zebranie sygnałów, na które nikt nie odpowiada, pogarsza sytuację zamiast ją poprawiać.