Godziny spędzone na projektowaniu idealnej struktury zwykle idą na marne. Ludzie i tak korzystają z wyszukiwania.
Dwa poziomy podziału wystarczają w większości firm. Struktura pięciopoziomowa oznacza, że nikt nie wie, gdzie umieścić nowy wpis.
Objaw jest zawsze ten sam: autorzy zaczynają dopytywać, do której gałęzi coś należy, a potem przestają dopisywać cokolwiek. Głęboka struktura kosztuje najwięcej nie przy projektowaniu, tylko przy każdym kolejnym wpisie.
Użytkownik szuka odpowiedzi na pytanie, a nie dokumentu działu handlowego. Podział organizacyjny jest wygodny dla autorów i nieużyteczny dla czytelników.
Ma to jeszcze jeden skutek. Podział według działów przestaje pasować przy pierwszej zmianie organizacyjnej, a podział według spraw zostaje. Zakres treści, którą trzeba w ten sposób poukładać, omawia tekst o tym, co powinno się znaleźć w bazie wiedzy.
Jeden wpis może dotyczyć kilku tematów. Znaczniki radzą sobie z tym lepiej niż wybór jednej kategorii.
Warunkiem jest krótka, zamknięta lista znaczników i jedna osoba, która ją pilnuje. Zestaw tworzony swobodnie przez wszystkich autorów kończy się kilkoma wariantami tego samego słowa i przestaje cokolwiek porządkować.
Tytuł powinien być pytaniem albo czynnością: „Jak wystawić korektę do faktury zaliczkowej". Tytuł „Korekty" nie znajdzie się w wyszukiwaniu.
W tytule warto użyć słów, których używają ludzie, a nie tych z dokumentacji systemu. Jeśli w firmie mówi się „reklamacja z transportu", tak powinien brzmieć tytuł, nawet gdy formalnie nazywa się to inaczej.
Jedna sprawa na wpis, kilka akapitów. Długie opracowania są czytane po skosie i nikt nie znajduje w nich odpowiedzi.
Krótki wpis łatwiej też utrzymać. Zmiana w procesie dotyka jednego tekstu, a nie rozdziału w środku obszernego dokumentu, o którym nikt już nie pamięta.
Jeśli wyszukiwanie działa dobrze, struktura ma znaczenie drugorzędne. Jeśli nie działa, żadna struktura tego nie nadrobi.
Dlatego kolejność prac jest odwrotna do intuicyjnej: najpierw sprawdzenie, czy zapytania zadawane po polsku znajdują właściwe wpisy, potem dopiero porządkowanie drzewa. Argumenty za takim ustawieniem priorytetów zbiera tekst o wyszukiwaniu zamiast przeglądania.
Struktura wymaga kilku decyzji, które musi podjąć firma, a nie narzędzie. Kto zakłada nowe gałęzie i znaczniki. Jak nazywają się rzeczy, o które ludzie pytają — jednym słowem, tym samym w tytułach i w znacznikach. Gdzie trafiają wpisy, które nie pasują nigdzie, żeby nie znikały. Oraz kto raz na jakiś czas przechodzi przez listę i łączy to, co się rozjechało.
To praca na kilka godzin przy uruchomieniu i kilkadziesiąt minut co kwartał później. Bez niej porządek rozpada się sam, niezależnie od tego, jak dobrze został zaprojektowany na początku.
W dwóch sytuacjach. Przy ścieżce wdrożeniowej, gdzie kolejność czytania ma znaczenie, i przy treściach udostępnianych klientom, po których ludzie faktycznie przeglądają, zamiast szukać. Poza tym czas lepiej wydać na treść niż na drzewo katalogów.