Filtry w sklepie działają na atrybutach. Produkt bez wypełnionych cech nie pojawi się w wynikach filtrowania — istnieje w katalogu, ale klient go nie znajdzie.
Skąd biorą się braki
Import z hurtowni przenosi zwykle nazwę, cenę i zdjęcie. Cechy szczegółowe bywają w opisie tekstowym, w karcie technicznej w formacie PDF albo wyłącznie na stronie producenta.
Drugie źródło braków to zmiany w strukturze katalogu. Atrybut dodany do kategorii jest pusty we wszystkich pozycjach wprowadzonych wcześniej, a nikt nie wraca do tysięcy kart, żeby go wypełnić.
Trzecie to sposób wprowadzania. Pole opisowe przyjmuje wszystko, więc przy pośpiechu cecha ląduje w nazwie produktu albo w opisie zamiast w przeznaczonym dla niej polu.
Wyciąganie cech z opisu
Parametry ukryte w zdaniach da się rozpoznać i przenieść do pól. To jedno z najwdzięczniejszych zastosowań automatyzacji w danych produktowych, bo dane już są — tyle że w postaci nienadającej się do filtrowania.
Zasada bezpieczeństwa jest jedna: wypełniamy wyłącznie puste pola, a wartości wpisane wcześniej ręcznie zostają nietknięte. Przy pierwszym przebiegu warto zapisać wynik obok pola docelowego i zatwierdzić go po przejrzeniu próbki. Osobnym źródłem są karty katalogowe i specyfikacje, które zawierają komplet parametrów w formie dokumentu.
Normalizacja jednostek
„50 cm", „0,5 m" i „500 mm" to ta sama wartość zapisana na trzy sposoby. Bez sprowadzenia do jednej jednostki filtr zakresowy nie zadziała. To samo dotyczy nazw kolorów i materiałów.
Reguły przeliczania ustala się raz na kategorię, razem z jednostką docelową i sposobem zaokrąglania. Warto od początku odróżnić wartość pojedynczą od zakresu — zapis „od 20 do 40 stopni" nie zmieści się w polu liczbowym i wymaga dwóch pól.
Wartości słownikowe
Atrybuty wybierane ze słownika są użyteczne, wpisywane swobodnie — nie. „Czarny", „czarne", „black" i „czarny mat" tworzą cztery pozycje filtra zamiast jednej. Sprowadzenie ich do słownika jest pracą jednorazową, ale bez zamknięcia pola na wpisy swobodne bałagan wraca przy następnym imporcie.
Typowe pułapki
- cechy zależne od wariantu wpisane na produkcie nadrzędnym,
- sprzeczne wartości z dwóch źródeł — trzeba ustalić, które źródło wygrywa,
- parametr marketingowy potraktowany jak techniczny,
- atrybuty tworzone osobno w każdej kategorii zamiast wspólnie.
Większość z nich ma wspólną przyczynę: brak ustalonego zestawu atrybutów dla kategorii. Dopóki każdy dopisuje pola według uznania, uzupełnianie danych jest pracą bez końca.
Od czego zacząć
Od atrybutów, po których klienci naprawdę filtrują. Zestawienie użycia filtrów pokazuje to wprost i zwykle okazuje się, że decyduje kilka cech, a nie kilkadziesiąt. Reszta może zaczekać albo nie powstać wcale.
Drugim kryterium jest zasięg. Cecha występująca w jednej gałęzi katalogu zmieni mniej niż taka, która obejmuje znaczną część asortymentu, nawet jeśli w tej gałęzi wygląda na najważniejszą.
Kiedy to się nie opłaca
Gdy sklep nie ma filtrów albo asortyment jest na tyle jednorodny, że wszystkie pozycje różnią się jedną cechą. Wtedy praca nad atrybutami niczego nie zmieni, a większy efekt da uzupełnienie opisów.