Przyjęcie nowej osoby oznacza kilkanaście czynności w kilku systemach. Wykonywane ręcznie, zajmują pół dnia i zawsze o którejś ktoś zapomni.
Każdy z tych kroków obsługuje inny panel, a część wymaga uprawnień, których nie ma jedna osoba. Stąd bierze się rozciągnięcie w czasie: nie z trudności zadania, tylko z przekazywania sprawy dalej i czekania na odpowiedź.
Dane wprowadzone raz — imię, nazwisko, stanowisko, dział, przełożony, data rozpoczęcia — powinny zasilić wszystkie kroki. Przepisywanie ich osobno do każdego systemu jest źródłem literówek w adresach, które potem trudno poprawić.
Formularz wypełniają kadry albo przełożony, nie dział IT. IT nie zna szczegółów zatrudnienia, a kadry i tak muszą je wprowadzić u siebie. Automat czyta jeden komplet danych i rozsyła go dalej.
Ustalony sposób budowania nazwy konta i adresu poczty, razem z regułą na wypadek dwóch osób o tym samym nazwisku. Listę działów i stanowisk zgodną z tą, którą posługują się kadry. Konto techniczne z uprawnieniami do zakładania kont i przypisywania licencji. Bez tych trzech rzeczy automat obsłuży wyłącznie przypadki typowe, a każdy wyjątek i tak wróci do człowieka.
Zdefiniowanie zestawów dostępów dla typowych stanowisk zamienia kilkanaście decyzji w jedną. Kopiowanie uprawnień od „kogoś podobnego” jest najczęstszą drogą do nadmiarowych dostępów rozlewających się po organizacji.
Zestawy trzeba spisać raz, razem z kierownikami działów, i potem utrzymywać. Sam opis ról ma wartość niezależną od automatyzacji: staje się punktem odniesienia przy cyklicznym przeglądzie dostępów, bo pokazuje, jak powinien wyglądać stan wzorcowy dla danego stanowiska.
Konto powinno być gotowe dzień wcześniej, ale aktywne dopiero od pierwszego dnia pracy. Zakładanie w dniu przyjścia oznacza, że nowa osoba pierwszy dzień czeka.
Kolejność ma znaczenie także technicznie. Licencję da się przypisać dopiero po założeniu konta, skrzynka pocztowa powstaje z opóźnieniem, a dostęp do części usług pojawia się po synchronizacji katalogu. Automat musi czekać na potwierdzenie poprzedniego kroku, zamiast uruchamiać wszystko naraz i kończyć serią błędów. Osobnym torem idzie przygotowanie samego komputera, które warto zacząć wcześniej, bo trwa najdłużej.
Przy jednym czy dwóch przyjęciach w roku koszt zbudowania i utrzymania automatu przewyższy oszczędzony czas. Sensowniejsza jest wtedy lista kontrolna i spisana procedura. Automatyzacja zaczyna się zwracać tam, gdzie rotacja jest regularna albo gdzie zatrudnia się sezonowo po kilka osób naraz.
Dostępów do danych szczególnie wrażliwych i uprawnień administracyjnych. Powinny wymagać osobnej, świadomej zgody, nawet jeśli wynikają ze stanowiska.
Onboarding ma też swoje lustrzane odbicie. Ten sam formularz i te same zestawy ról są podstawą odbierania dostępów przy odejściu — i to tam brak uporządkowania kosztuje najwięcej.