Aplikacja wymagająca szkolenia przy każdej nowej osobie jest kosztem powtarzalnym. Zwykle wynika z nazewnictwa, nie ze złożoności.
Nazwy z codziennej pracy, nie z bazy danych. „Zamówienie klienta" zamiast „rekord typu ZK". Ta jedna zmiana usuwa większość pytań.
Materiał na słownik jest już w firmie: tak, jak ludzie mówią o dokumentach na co dzień. Warto ten język spisać przed budową i trzymać się go wszędzie — na przyciskach, w komunikatach i w powiadomieniach. Dwie nazwy tej samej rzeczy w dwóch miejscach kosztują tyle, co jedna nazwa niezrozumiała.
Formularz z czterdziestoma polami jest wypełniany błędnie. Podział na kroki daje ten sam efekt bez poczucia przytłoczenia.
Przy podziale trzeba pokazać, ile kroków zostało i pozwolić wrócić do poprzedniego bez utraty tego, co już wpisane. Krok, po którym nie da się cofnąć, powoduje, że użytkownik zaczyna wypełniać formularz od nowa.
Najczęstszy wybór ustawiony z góry. Użytkownik zmienia go tylko wtedy, gdy sytuacja odbiega od typowej — czyli rzadko.
Podobnie działa pamiętanie ostatniego wyboru i podpowiadanie na podstawie tego, co już wpisano. Pola, które aplikacja potrafi wypełnić sama, nie powinny w ogóle czekać na użytkownika.
Muszą mówić, co zrobić. „Data zakończenia jest wcześniejsza niż rozpoczęcia" zamiast „błąd walidacji formularza".
Komunikat powinien pojawiać się przy polu, którego dotyczy, i od razu po jego wypełnieniu — nie dopiero po zatwierdzeniu całości. Lista dziesięciu błędów na górze ekranu zniechęca skuteczniej niż jakakolwiek złożoność procesu.
Możliwość odwrócenia działania jest wygodniejsza niż pytanie o potwierdzenie przy każdej czynności. Pytania i tak przestają być czytane.
Potwierdzenie warto zostawić tam, gdzie cofnięcie jest naprawdę niemożliwe — przy wysyłce dokumentu na zewnątrz albo trwałym usunięciu. Wtedy pytanie znowu zaczyna coś znaczyć.
Osoba spoza zespołu wykonuje typowe zadanie bez instrukcji. Każde pytanie, które zada, to miejsce do poprawienia w interfejsie.
Ten sam sprawdzian warto przeprowadzić wcześniej, na makiecie. Opisuje to tekst o prototypie przed budową — poprawienie kolejności kroków na tym etapie kosztuje kilkanaście minut.
W narzędziu wewnętrznym można liczyć na to, że ktoś pokaże nowej osobie, jak się pracuje. Przy panelu dla klientów takiej możliwości nie ma: pierwsze wejście musi wystarczyć. Dlatego wymagania wobec zrozumiałości są tam wyraźnie wyższe.
Są procesy z natury złożone — rozliczenia, konfiguracja produktu, dokumenty księgowe. Żaden interfejs nie sprawi, że osoba nieznająca dziedziny wypełni je poprawnie. Wtedy przydaje się krótka instrukcja i wprowadzenie przy uruchomieniu, a upraszczanie na siłę tylko ukrywa reguły, które i tak trzeba znać.