Przepisywanie danych z dokumentów do systemu jest czynnością, która nie wnosi wartości i zajmuje w wielu firmach kilka etatów.
Nie w samym odczycie, tylko w usunięciu kroku pośredniego. Dokument trafia do systemu bez człowieka przepisującego pola. Osoba, która wcześniej wystukiwała numery, patrzy teraz na gotowy dokument i decyduje, czy się zgadza. To inna praca i zajmuje inną ilość czasu.
Warto sprawdzić, gdzie ten czas dziś naprawdę ucieka. Zwykle nie w samym pisaniu, tylko w szukaniu: dopasowaniu dostawcy do kartoteki, odnalezieniu zamówienia, wyjaśnieniu rozbieżności. Automatyczny odczyt skraca pisanie. Szukanie skraca dopiero wtedy, gdy jest połączony z danymi firmy.
Cecha wspólna: dokument jest powtarzalny i ktoś przenosi z niego dane w inne miejsce. Jednostkowe pismo, które czyta się raz i odkłada, kandydatem nie jest.
Odczyt zamienia obraz w tekst. Zrozumienie wskazuje, która liczba jest kwotą netto, a która terminem płatności. Dopiero drugie daje oszczędność.
Rozróżnienie przydaje się w rozmowie z dostawcą narzędzia. Pytanie „czy to czyta skany" prowadzi donikąd. Pytanie „skąd narzędzie wie, że ta liczba jest terminem płatności" prowadzi do sedna. Szerzej o tym w tekście o dokumentach o zmiennym układzie.
Żadne rozwiązanie nie odczyta poprawnie każdego dokumentu. Część pól wyjdzie niepewna, część dokumentów nie podda się w ogóle. Projekt planuje się więc wokół pytania, co dzieje się z takim dokumentem, a nie wokół tego, jak dobrze działa przypadek typowy.
Dokument nierozpoznany powinien trafić do kolejki, w której ktoś go zobaczy. Odrzucony po cichu znika, a firma dowiaduje się o nim z monitu od dostawcy. Dlatego kontrole projektuje się razem z odczytem, nie po nim — opisuje to osobny tekst o kontroli poprawności odczytu.
Decyzji o zaakceptowaniu dokumentu i rozstrzygnięcia wątpliwości. To pozostaje przy człowieku, a narzędzie ma mu tylko podać gotowe dane. Odpowiedzialność za zaksięgowaną fakturę ponosi ten, kto ją zatwierdził, a nie mechanizm, który ją odczytał. To argument za tym, żeby dokument trafiał do systemu jako roboczy, do przejrzenia.
Liczba dokumentów. Przy dwudziestu fakturach miesięcznie rachunek się nie domyka. Przy pięciuset — zamyka się w kilka miesięcy. Koszt wdrożenia jest jednorazowy i zależy głównie od tego, z iloma systemami trzeba się połączyć. Koszt przetwarzania rośnie wraz z liczbą dokumentów.
Gdy dokumentów jest mało, taniej wychodzi uporządkowanie obiegu i poproszenie dostawców o pliki elektroniczne. Narzędzie warto kupować dopiero wtedy, gdy proces jest już opisany i wiadomo, kto zatwierdza co.