Oznaczanie treści budzi więcej pytań, niż daje odpowiedzi. Pomaga rozdzielić trzy różne sytuacje.
Trzy sytuacje
Narzędzie jako pomoc redakcyjna — poprawa stylu, streszczenie, tłumaczenie. Oznaczanie nie jest potrzebne. Treść w całości wygenerowana i publikowana pod nazwą firmy — warto oznaczać. Materiał wprowadzający w błąd co do autorstwa człowieka — niedopuszczalny.
Podział jest wygodny, bo pracownik przypisuje do niego swoją sytuację w kilka sekund. Granica między pierwszą a drugą kategorią bywa płynna i warto rozstrzygnąć ją raz, wewnętrznie, zamiast rozważać przy każdej publikacji.
Obrazy i nagrania
Wymagają większej ostrożności niż tekst. Wizerunek i głos generowane bez oznaczenia budzą uzasadniony sprzeciw i wchodzą w obszar regulowany.
Wizerunek konkretnej osoby to osobna sprawa i nie rozstrzyga jej samo oznaczenie. Zanim taki materiał powstanie, pytanie o dopuszczalność kierujemy do prawnika, a nie do agencji przygotowującej grafikę.
Zdjęcia produktowe
Generowane wizualizacje przedstawiane jako zdjęcia towaru wprowadzają klienta w błąd. To ryzyko handlowe niezależnie od przepisów.
Skutek widać w zwrotach i reklamacjach. Klient, który dostał towar wyglądający inaczej niż na obrazku, odsyła go i zwykle nie wraca. Wizualizacja opisana jako wizualizacja jest bezpieczna. Ta sama grafika podana jako zdjęcie — nie.
Opinie i rekomendacje
Treści udające wypowiedź klienta są niedopuszczalne bez żadnych wyjątków. Tu granica jest jednoznaczna.
Dotyczy to również przeredagowania prawdziwej opinii tak, że zmienia się jej wymowa, oraz uzupełniania krótkiej wypowiedzi o zdania, których klient nie napisał.
Poprawienie literówki w prawdziwej opinii to co innego niż napisanie jej na nowo. Granicę wyznacza pytanie, czy autor rozpoznałby swoją wypowiedź. Jeśli nie — to już nie jest jego opinia, niezależnie od intencji osoby redagującej. Odrębną sprawą jest odpowiedzialność firmy za to, co zostało opublikowane.
Wewnętrznie
Dokumenty robocze nie wymagają oznaczania, ale wskazanie, że materiał nie był sprawdzony, oszczędza późniejszych nieporozumień.
Wystarczy jedno zdanie na początku pliku. Problem pojawia się wtedy, gdy dokument roboczy wędruje dalej i ktoś traktuje go jako ustalenie. Notatka o źródle usuwa większość takich sytuacji.
Zasada praktyczna
Jeśli odbiorca poczułby się wprowadzony w błąd, dowiedziawszy się o udziale narzędzia — trzeba oznaczyć.
Ta zasada nie zastępuje przepisu. Rozstrzyga sytuacje wątpliwe wewnątrz firmy, a nie pytanie o obowiązek. Kiedy oznaczenie jest wymagane, a kiedy tylko rozsądne, ustala prawnik — i warto zadać to pytanie raz, wskazując konkretne rodzaje publikowanych materiałów.
Jak to zapisać
Najprościej jako krótką tabelę rodzajów treści z rozstrzygnięciem przy każdym. Wpis wraca potem do zasad informowania klienta i do tematu praw do treści, bo w obu przypadkach chodzi o ten sam wybór: ile pracy człowieka stoi za publikowanym materiałem.