Wyszukiwanie po słowach nie jest przestarzałe. Jest po prostu dobre w czymś innym.
Dopasowanie dosłowne sprowadza tekst do zbioru wyrazów i sprawdza, które dokumenty zawierają wyrazy z zapytania. Liczy przy tym, jak rzadki jest dany wyraz w całym zbiorze — trafienie w słowo nietypowe waży więcej niż trafienie w spójnik. Wyszukiwanie znaczeniowe porównuje położenie tekstów w przestrzeni znaczeń i w ogóle nie sprawdza, czy jakieś słowo się powtórzyło.
Dochodzi do tego przewidywalność. Wynik dopasowania dosłownego da się wyjaśnić wskazaniem miejsca w tekście. Przy wyszukiwaniu znaczeniowym odpowiedź na pytanie „dlaczego to wyszło pierwsze" brzmi: bo było najbliżej.
Przy pytaniach zadanych własnymi słowami, przy nieznajomości terminologii i przy tekstach pisanych swobodnie — zgłoszeniach, korespondencji, opisach.
Charakterystyczny sygnał, że warto po nie sięgnąć: ludzie pytają opisowo, bo nie wiedzą, jak nazywa się to, czego szukają. Nowy pracownik szukający zasad rozliczania delegacji nie użyje nazwy regulaminu, tylko własnych słów.
Wyszukiwanie semantyczne bywa słabe przy symbolach. Zapytanie o konkretny kod produktu potrafi zwrócić produkty zbliżone zamiast tego jednego.
Powód jest prosty: symbol nie niesie znaczenia, które dałoby się z czymkolwiek porównać. Dwa numery katalogowe różniące się jedną cyfrą wyglądają dla mechanizmu znaczeniowego niemal identycznie, choć oznaczają inny towar.
Największa praktyczna przewaga w polskim. Dopasowanie dosłowne wymaga sprowadzania wyrazów do formy podstawowej i i tak zawodzi na wyjątkach.
Wyszukiwanie dosłowne potrzebuje reguł odmiany i listy wyrazów pomijanych. Znaczeniowe — podziału dokumentów na fragmenty i przeliczenia całego zbioru, a przy każdej zmianie ustawień przeliczenia od nowa. Oba potrzebują tego samego: uporządkowanych, aktualnych dokumentów i wiedzy o tym, kto może widzieć które treści.
Różni się też utrzymanie. Dosłowne wymaga poprawiania reguł, gdy w firmie pojawia się nowe słownictwo. Znaczeniowe utrzymuje się samo, dopóki nie zmienia się model ani sposób podziału — wtedy jednak przeliczyć trzeba wszystko naraz.
Rzadko chodzi o wybór jednego z dwóch. Zwykle najlepszy wynik daje połączenie obu.
Gdy zbiór jest niewielki, słownictwo ustalone, a pytania sprowadzają się do identyfikatorów. Magazyn szukający po kodach, księgowość szukająca po numerach dokumentów, katalog z kilkudziesięcioma pozycjami — dołożenie warstwy znaczeniowej nie zmieni w nich nic poza kosztem utrzymania. Szerzej opisuje to tekst o tym, kiedy semantyczne nie jest potrzebne.
Warto rozstrzygnąć to przed wyborem narzędzi. Zwykłe wyszukiwanie pełnotekstowe bywa już wbudowane w system, którego firma używa, i nie kosztuje nic ponad włączenie.
Kilkadziesiąt rzeczywistych zapytań użytkowników, puszczonych przez oba mechanizmy. Wynik bywa zaskakujący w obie strony.
Warto zapisać, ile zapytań obsłużył poprawnie każdy mechanizm i ile obsłużyły oba naraz. Ostatnia liczba mówi, co realnie daje dołożenie drugiej warstwy — i czy w ogóle warto ją utrzymywać.