To najczęstsza integracja w firmie handlowej i zarazem ta, której awaria jest najszybciej widoczna dla klientów.
Z magazynu do sklepu: asortyment, ceny, stany, opisy i zdjęcia. Ze sklepu do magazynu: zamówienia, dane klientów, płatności.
Rozstrzygnięcie kierunku dla każdego rodzaju danych jest pierwszą rzeczą do ustalenia — i najczęściej pomijaną.
Spór dotyczy zwykle opisów i zdjęć. Dział handlowy chce je redagować w sklepie, bo tam widać efekt; system magazynowy prowadzi je przy kartotece. Odpowiedź musi być jedna, inaczej każda synchronizacja nadpisuje pracę drugiej strony.
Stany najczęściej, ceny rzadziej, opisy sporadycznie. Synchronizowanie wszystkiego z tą samą częstotliwością obciąża oba systemy bez potrzeby.
Skuteczniejsze od skracania odstępów jest przesyłanie wyłącznie zmian. Wysyłka całego katalogu co godzinę wygląda na bezpieczną, a w praktyce wydłuża się z każdym miesiącem i w końcu nie mieści się w oknie między kolejnymi uruchomieniami.
Po kodzie EAN albo po symbolu obecnym w obu systemach. Powiązanie po nazwie zawodzi przy pierwszej korekcie literówki.
Osobnym problemem są warianty: rozmiar, kolor, opakowanie zbiorcze. Jeśli sklep prowadzi je jako jedną pozycję z opcjami, a magazyn jako osobne kartoteki, powiązanie trzeba zbudować na poziomie wariantu. To zwykle najbardziej pracochłonny etap całego wdrożenia.
Zamówienie ze sklepu musi trafić do systemu magazynowego w postaci, z której da się wystawić dokument. Potrzebne są dane nabywcy, forma płatności, koszt dostawy i sposób wysyłki. Braki wychodzą przy pierwszym zamówieniu na firmę — pole z numerem identyfikacji podatkowej bywa w sklepie opcjonalne, a w dokumencie sprzedaży wymagane.
Większość z tych przyczyn to nie błąd programu, tylko sposób pracy. Dlatego samo poprawienie integracji nie pomoże, jeśli nie ustali się, że wydanie towaru zawsze przechodzi przez system. Szerzej opisują to rozbieżności między systemami.
Porównanie stanów po obu stronach raz dziennie z raportem różnic. To najprostsze zabezpieczenie i najczęściej pomijane.
Raport powinien trafiać do konkretnej osoby i wskazywać towary, nie tylko liczbę różnic. Informacja, że rozjazd dotyczy dwustu pozycji, nikogo nie skłoni do działania.
Przy kilku zamówieniach dziennie i wąskim asortymencie ręczne przepisanie zamówienia bywa tańsze niż utrzymanie integracji. Próg opłacalności przesuwa się wraz z liczbą pozycji w katalogu i liczbą kanałów. Warto pamiętać, że integracja nie zwalnia z pracy przy danych — przenosi ją z przepisywania na pilnowanie kartotek, zgodności i wyjątków.
Od uporządkowania kartotek i od decyzji o kierunkach, a nie od wyboru narzędzia. Dobrze jest też ograniczyć pierwsze uruchomienie do jednej grupy towarowej i rozszerzać zakres po potwierdzeniu zgodności danych — taki właśnie porządek opisuje przebieg wdrożenia.