Większość telefonów do firmy usługowej dotyczy jednego pytania: kiedy przyjedziecie. Da się je usunąć niemal całkowicie.
Po umówieniu i przypomnienie dzień wcześniej. Dwie wiadomości, które zdejmują większość kontaktów. Powinny zawierać to samo, co ustalono przez telefon: datę, okno czasowe, adres, zakres i sposób odwołania. Wiadomość jest przy okazji zapisem ustaleń — więcej o samym umawianiu mówi artykuł o umawianiu terminów.
Wysłana zanim klient zadzwoni. Opóźnienie zapowiedziane jest znoszone znacznie lepiej niż niezapowiedziane. Warunkiem jest to, żeby biuro wiedziało o poślizgu wcześniej niż klient — czyli żeby technik odnotowywał stan zlecenia na bieżąco. Bez tego informacja wychodzi dopiero po telefonie z pretensją.
Technik w drodze, przewidywana godzina. Klient nie musi czekać cały dzień. To jedna z niewielu wiadomości, które klienci odbierają jako realną wartość, a nie jako kolejny automat. Wysyła się ją w chwili zmiany stanu zlecenia na „w drodze”, więc nie wymaga osobnego działania.
Przesłany od razu. Zamyka sprawę i ogranicza pytania o zakres prac. Jeśli zawiera zdjęcia i listę czynności, klient nie musi dzwonić z pytaniem, co właściwie zostało zrobione. Materiał powstaje przy okazji dokumentowania wykonania, więc wysyłka nie kosztuje dodatkowej pracy.
Zgłoszenia przychodzące na prywatne telefony techników giną. To najczęstsza przyczyna niezrealizowanych zleceń. Nie chodzi o zakazywanie kontaktu — klient i tak zadzwoni do znajomego montera. Chodzi o to, żeby każde takie zgłoszenie trafiało potem do systemu, najlepiej jednym ruchem w aplikacji technika. Zasada bez wygodnej ścieżki nie zadziała.
Wiadomości mają być krótkie i konkretne. Klient potrzebuje daty, godziny i informacji, kto przyjedzie. Wszystko powyżej tego jest szumem, który uczy odbiorcę ignorowania kolejnych wiadomości. Ta sama zasada dotyczy częstotliwości — trzy powiadomienia do jednej wizyty to zwykle o jedno za dużo.
Automatyczne wiadomości sprawdzają się przy zdarzeniach przewidywalnych: potwierdzenie, przypomnienie, wyjazd, zakończenie. Nie sprawdzają się przy sprawach trudnych — reklamacji, sporze o zakres, dużym opóźnieniu. Tam potrzebna jest rozmowa, a automat wysłany w takim momencie pogarsza sytuację.
Liczba telefonów z pytaniem o termin. Powinna spadać po każdym z powyższych kroków. Warto liczyć ją prosto, choćby kreskami na kartce przez tydzień przed zmianą i tydzień po niej. Jeśli nie spada, przyczyną jest zwykle to, że wiadomości nie docierają albo zawierają za mało konkretów.
Poprawne numery telefonów i adresy e-mail przy kartotekach klientów, zgody na kontakt, ustalone szablony wiadomości oraz stany zlecenia, z których wiadomości wynikają. Najsłabszym ogniwem są zwykle dane kontaktowe — numer wpisany z pomyłką sprawia, że cały mechanizm milczy, a nikt się o tym nie dowiaduje. Warto sprawdzać listę nieudanych wysyłek, bo to ona pokazuje, gdzie proces przestał działać.