Aplikacja czy arkusz kalkulacyjny

Żuraw origami złożony z ciemnego papieru

Arkusz jest najlepszym narzędziem do prototypowania procesu i najgorszym do jego prowadzenia przez dziesięć osób jednocześnie.

Gdzie arkusz jest właściwy

Analiza jednorazowa, wyliczenie, zestawienie robione raz na kwartał przez jedną osobę. W tych zastosowaniach żadna aplikacja go nie pobije.

Arkusz wygrywa wszędzie tam, gdzie reguły nie są jeszcze ustalone. Kolumnę dodaje się w sekundę, formułę zmienia bez pytania kogokolwiek o zgodę. Aplikacja tej swobody nie daje i nie powinna dawać — jej zadaniem jest pilnowanie reguł, a nie ich luzowanie.

Gdzie zaczyna zawodzić

  • kilka osób edytuje ten sam plik,
  • krążą wersje z dopiskami w nazwie,
  • formuły są długie i nikt nie wie, skąd się wzięły,
  • dane trzeba chronić przed przypadkową zmianą,
  • potrzebna jest historia zmian.

Do tego dochodzi wydajność. Plik z kilkudziesięcioma tysiącami wierszy i łańcuchem formuł przelicza się zauważalnie długo, a każde otwarcie to ryzyko przypadkowego nadpisania. Aplikacja trzyma dane w bazie i radzi sobie z większymi zbiorami inaczej — pobiera tylko to, co widać na ekranie.

Brak kontroli poprawności

Arkusz przyjmie każdą wartość. Data wpisana jako tekst, liczba z odstępem, kolumna przesunięta o wiersz — wszystko przechodzi i wychodzi dopiero w zestawieniu.

Gorsze od samego błędu jest to, że nie widać, kto go wprowadził i kiedy. W aplikacji każdy zapis ma autora i czas, a pola mają określony typ. Można też rozdzielić dostęp według ról: jedni wprowadzają, inni tylko oglądają. W pliku współdzielonym każdy, kto ma odnośnik, ma pełną władzę nad zawartością.

Arkusz jako specyfikacja

Działający arkusz jest najlepszym możliwym opisem tego, co ma robić aplikacja. Zawiera realne dane, reguły i przypadki brzegowe, których nikt nie umiałby wypisać z pamięci.

Warto przejść go kolumna po kolumnie i zapisać, skąd bierze się każda wartość: wpisywana ręcznie, liczona, kopiowana z innego systemu. Ten spis jest zwykle najszybszą drogą do ustalenia zakresu i pokazuje przy okazji, czy własne narzędzie jest w ogóle potrzebne.

Co zostawić w arkuszu

Analizy jednorazowe i wyliczenia pomocnicze. Przenoszenie wszystkiego do aplikacji odbiera elastyczność, która bywa jedyną zaletą arkusza.

Dobrym rozwiązaniem pośrednim jest eksport: dane prowadzone w aplikacji, ale dostępne do pobrania w formacie arkusza. Księgowa czy analityk dostają wtedy swobodę liczenia, a źródło pozostaje jedno.

Kiedy przepisywanie się nie opłaca

Gdy z arkusza korzysta jedna osoba i nikt poza nią nie czeka na wynik. Gdy plik ma kilkaset wierszy i nie rośnie. I gdy proces dopiero powstaje — wtedy aplikacja zamroziłaby układ, który za miesiąc będzie wyglądał inaczej. Przepisywanie ma sens dopiero wtedy, gdy reguły się ustabilizowały, a liczba osób pracujących na pliku przestała być jedno- czy dwucyfrowa z nazwy.