Wdrożenie wyszukiwania jest jednym z najkrótszych projektów w tym obszarze — o ile treść jest gotowa. Jeśli nie jest, to ona zajmuje cały czas.
Jeden, wyraźnie ograniczony: baza wiedzy, archiwum zgłoszeń albo katalog produktów. Nie wszystko naraz.
Dobry pierwszy zbiór ma trzy cechy: jest używany codziennie, ma jednego właściciela po stronie firmy i mieści się w rozsądnej wielkości. Wciągnięcie na start wszystkich dysków firmowych to najpewniejszy sposób, żeby projekt utknął.
Kilkadziesiąt rzeczywistych zapytań z wskazanym oczekiwanym wynikiem. Przygotowany przed wyborem narzędzi.
Ten sam zestaw służy potem do każdej kolejnej decyzji, więc warto go zapisać w postaci dającej się uruchomić automatycznie. Sposób prowadzenia pomiaru opisuje tekst o mierzeniu jakości wyników.
Odczyt skanów, uzupełnienie tytułów, usunięcie treści nieaktualnych. Zwykle największa część pracy.
Tu zapada też rozstrzygnięcie, które wersje dokumentów obowiązują i co robimy z archiwum. Pominięcie tego etapu nie skraca projektu — przenosi go tylko na moment, w którym ludzie zaczną narzekać na wyniki.
Według struktury dokumentu, z nagłówkiem dołączonym do każdego fragmentu. Razem z tekstem zapisuje się dane do filtrowania: dział, datę, wersję i uprawnienia. Dopisanie ich później oznacza przeliczenie zbioru od nowa.
Dwa lub trzy modele porównane na zestawie oceniającym, z naciskiem na jakość w polskim. Porównanie robi się na próbce zbioru, nie na całości — wystarczy, żeby wskazać zwycięzcę.
Dołożenie dopasowania dosłownego dla kodów i nazw własnych. Jeśli w kroku drugim okazało się, że sama warstwa dosłowna obsługuje niemal wszystkie pytania, na tym można poprzestać i darować sobie resztę.
Filtrowanie przed wyszukiwaniem, sprawdzone zapytaniami z konta bez dostępu.
Zapytania bez wyników, trafność na pierwszych pozycjach, opinie użytkowników. Przeglądane co tydzień na początku.
Warto uruchomić najpierw dla jednego działu. Kilkanaście osób da wystarczająco dużo uwag, a poprawki wprowadza się bez tłumaczenia się całej firmie.
Osoba znająca zbiór na tyle, by rozstrzygać, który wynik jest poprawny. Dostępy do źródeł i informacja o uprawnieniach. Zgoda na to, że część dokumentów trzeba będzie poprawić albo wycofać. Bez tej ostatniej rzeczy projekt zatrzymuje się na etapie trzecim.
Część techniczna jest krótka, bo wiele elementów jest gotowych — proste wdrożenia zamykają się w kilka dni. Cała reszta zależy od stanu treści i tego, ile dokumentów wymaga uporządkowania. Ten zakres wychodzi w audycie i dopiero po nim da się cokolwiek oszacować.
Wdrożenie wyszukiwania na treści, której nikt wcześniej nie uporządkował. Narzędzie działa wtedy poprawnie i nie znajduje nic sensownego.