Skrypt do masowej obróbki zdjęć

Kuwety do wywoływania w czerwonym świetle ciemni

Obróbka kilkuset zdjęć produktowych ręcznie zajmuje dni. Skrypt robi to w minuty i za każdym razem tak samo.

Typowe czynności

  • zmiana rozmiaru do kilku wariantów,
  • kompresja bez widocznej straty jakości,
  • ujednolicenie formatu,
  • zmiana nazw według kodu produktu,
  • usunięcie danych zapisanych przez aparat.

Zanim powstanie skrypt, trzeba ustalić dokładne wymagania miejsca docelowego: rozmiary, dopuszczalną wagę pliku, format i sposób nazywania. Sklep, katalog i wydruk mają zwykle różne oczekiwania, a przygotowanie wszystkiego pod jeden z nich kończy się powtarzaniem pracy.

Warianty rozmiarów

Miniatura, zdjęcie na kartę produktu, wersja do powiększenia. Generowane z oryginału, nie z wersji już pomniejszonej.

Proporcje trzeba rozstrzygnąć z góry. Zdjęcia pionowe i poziome w jednym zestawie wymagają decyzji, czy dopasowujemy je do ramki z dodanym tłem, czy przycinamy. Przycięcie automatyczne potrafi obciąć część produktu, więc przy asortymencie o różnych kształtach bezpieczniejsze jest dopasowanie z tłem.

Zachowanie oryginałów

W osobnym katalogu, bez zmian. Wersje pochodne da się odtworzyć zawsze; oryginału po nadpisaniu — nigdy.

Oryginały powinny wchodzić do kopii zapasowych razem z bazą. Wersje pochodne można z nich wyłączyć — zajmują dużo miejsca, a odtwarza się je jednym przebiegiem skryptu.

Skrypt nigdy nie powinien nadpisywać pliku źródłowego, nawet gdy wynik trafia do tego samego katalogu. Wystarczy jedna pomyłka w parametrze, żeby cała paczka zdjęć została zamieniona na miniatury bez możliwości powrotu.

Dane z aparatu

Zawierają położenie i model urządzenia. Przy zdjęciach publikowanych warto je usuwać, a nie zostawiać przez przeoczenie.

Jedną informację trzeba jednak odczytać, zanim zniknie: oznaczenie obrotu. Zdjęcie zrobione telefonem bywa zapisane poziomo z adnotacją o obrocie, więc usunięcie tych danych bez wcześniejszego obrócenia obrazu daje zestaw zdjęć położonych na boku.

Nazewnictwo

Nazwa zawierająca kod produktu pozwala odtworzyć powiązanie nawet po jego utracie w bazie. To zabezpieczenie, które kosztuje jedną regułę.

Nazwy nadawane przez aparat nie nadają się do niczego, bo powtarzają się między urządzeniami i nie mówią nic o zawartości. Warto trzymać się małych liter, bez spacji i polskich znaków — część serwerów rozróżnia wielkość liter, a część nie, i pliki wgrane z komputera potrafią przestać się otwierać po przeniesieniu. Kolejność zdjęć jednego produktu najprościej zapisać numerem na końcu nazwy.

Kontrola wyniku

Liczba plików przed i po, obecność każdego wariantu, brak plików zerowej długości. Obróbka przerwana w połowie wygląda jak zakończona.

Warto obejrzeć też kilkanaście gotowych zdjęć okiem. Kontrola liczbowa nie wykryje zbyt mocnej kompresji ani złego przycięcia, a te wady wychodzą dopiero na stronie. Przy jednorazowej paczce zdjęć rachunek bywa zresztą prosty i wychodzi na niekorzyść skryptu — to przypadek opisany w tekście o tym, kiedy warto napisać skrypt. Skrypt opłaca się wtedy, gdy zdjęcia przychodzą regularnie.